Google wszędzie w serwisie
 
 
 
   

Twoje konto

   
     
    Biuletyn informacyjny  
  
 
  Usługi [15063]
  Sprzęt komputerowy [7692]
  Motoryzacja [73608]
  Sprzęt audio-video [53]
  Telefony komórkowe [12843]
  Nieruchomości [172]
  Praca [87219]
  Turystyka [361]
  Inne [10327]
  Agroturystyka
  Pensjonaty
  Domy i domki
  Hotele i motele
  Ośrodki wczasowe
  Turystyka aktywna
  Szkolenia i konferencje
  Gastronomia
  Campingi
dodaj swoją firmę »
Dom i budownictwo Finanse Handel Komputery i Internet Komunikacja i transport Kultura i Sztuka Medycyna i zdrowie Motoryzacja Nauka i szkolnictwo Prawo i podatki Produkcja Reklama i media Rolnictwo i ogrodnictwo Rozrywka i gastronomia Sport i rekreacja Turystyka i noclegi Urzędy, instytucje i organizacje Usługi Telekomunikacja Zdrowie i uroda
dodaj swoją reklamę »
XV Międzynarodowe Spotkania z Monodramem - O Złotą Podkowę Pegaza
Praca kierownik Media Expert
Fryzjer dziecięcy
Czego trzeba na Sejneńskiej?
Hocus Pokus Praca
ortopeda dziecięcy
Przychodnia genetyczna i rezonans
plaże okolice
sprzęt agd
muzeum wystawy
Pizza Suwałki gdzie?
Internetowa baza nieruchomości

Kamienica w centrum Suwałk - ul. Kościuszki


pokaż więcej »
Dane NBP
(kurs średni)
z dnia: 16-11-18

1 USD: 3,7876
1 EUR: 4,2950
1 CHF: 3,7608
1 LTL :
1 GBP: 4,8468
Kupno mieszkania? Jak znaleźć dobry kredyt?
Opinie o pracodawcach - jak sprawdzić, czy firma jest godna zaufania?
Czy warto kupić ubezpieczenie turystyczne na wakacje?
Polisa na życie w banku - co można zyskać?
Ile naprawdę muszą wiedzieć rodzice?
DO: Lotnisko z brawami. Radni zdecydowali o dofinansowaniu

Bilety już są
Brawo, brawo, brawo! Bez lotniska żyć nie będziemy przecież mogli. Bilety już można rezerwować na stronie www.odloty.pl
autor: ~Suwak
jeszcze raz brawo
i znowu bede mogl poleciec do Raczek samolotem zamiast jechac rowerem i jeszcze bede dyrektorem tego portu
autor: ~janjek j
Żenada
Lotnisko dla byzmesenow!! Podejrzewam że najbardziej dla Formanowicza z Forte. Zwykli zjadacze chleba co najwyżej będą mogli obserwować lądujące awionetki
autor: ~Rafcio
Brawo, brawo, brawo!
Brawo, brawo, brawo! Inwestycja jako jedna z dwóch takich w województwie zwiększy atrakcyjność inwestycyjną regionu. Rozwinie się aeroklub mający na tych terenach długą tradycję szybowcową (Jesionowa Góra).
autor: ~Marcin
Bez przesady
Kochani, rządzący Suwałkami. Bez przesady. Sądzę, że Wasze powyborcze obawy są przesadne i nie jest konieczne lotnisko, abyście mogli szybko i bezpiecznie ewakuować się z Suwałk.
autor: ~Jerzy Broc
i super!
Lotnisko na pewno się przyda. W naszym regionie potrzebne takie inwestycje. na szczescie władze wojewódzkie maja tego świadomość.
autor: ~Ewa
w końcu
Najważniejszy, pierwszy krok … Oby mądrze zagospodarować to co daje takie miejskie lotnisko.
autor: ~Robert
Kazus Salon krakowski versus Salon suwalski-Yelita=Rys historiograficzny peryferyjności
Jeśli ktoś jest kumaty i nie lelakowaty jak to brzmi w gwarze suwalskiej to dokładnie zrozumie i wyciągnie własciwe logiczne wnioski na czym polega kongresowy fenomen tygia enticzicznego o nazwie Suwalszcyzna czyli tzn Kongresówka i dlaczego w tym specyficznym tyglu etnicznym zrodził się tak osobliwy Salon Yelity suwalskiej który ma bardzo specyficzne stosunek do Polski i państwowości polskiej. ..Bantustan Cytuję: bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb Pana dr. Krzysztofa Pasierbiewicza z Krakowa. Moja lekcja historii dla posła Grupińskiego + apel do mediów 2016-08-30 19:07 ;Prezydent Andrzej Duda dla retorycznych popisów i przypodobania się prezesowi PiS zakłamuje historię i "podporządkowuje ją swoim prymitywnym, ideologicznym poglądom" - ocenił poseł PO Rafał Grupiński, który w ten sposób odniósł się do wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy w Gdańsku w czasie uroczystości pogrzebowych Inki i Zagończyka. Ponieważ nie zgadam się z powyższą opinią postanowiłem napisać do posła Rafała Grupińskiego. Szanowny Panie Pośle, Postaram się teraz Panu wytłumaczyć, kto i jak historię zakłamywał i swoim prymitywnym ideologicznym poglądom podporządkowywał, a także podpowiedzieć dziennikarzom, co powinni teraz zrobić. Jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjologicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji,piszę prowincji a nie ze wsi, by prawdziwych polskich chłopów nie urazić, przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i nie wykształconych ludzi. Brano głównie tych ;nijakich; i bez charakteru. W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich bloki, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. Ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych i temu podobnych ośrodkach krzewienia kultury masowej, przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju ;przyzakładowych wierchuszek. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli zdegenerowany twór bez rodowodu. Jednocześnie komunistyczna propaganda przypominała im bezustannie, że swój awans zawdzięczają dbającej o ich interesy władzy ludowej, co się w ich świadomości zakodowało na trwałe w formie ślepej wdzięczności dla komuny. To ci właśnie ludzie stanowili służący wiernie stalinowskiemu reżimowi pierwszy rzut zasilający szeregi PZPR, milicji i urzędu bezpieczeństwa. To z tych właśnie szeregów wywodzili się oprawcy Inki i Zagończyka. W następnym pokoleniu (lata 60, ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę ;nowej inteligencji, drastycznie odmiennej kulturowo od ideałów inteligencji „starej wywodzącej się z czasów przedwojennych. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu nowa inteligencja&; określeniem klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu. Ta grupa społeczna od inteligencji starej różniła się głównie tym, iż nie wyniosła z domu praktycznie żadnych głębszych wartości. I choć nieźle wykształcona zawodowo, nie miała, świadomości, bądź jej nie dopuszczała, iż jest genetycznie skażona piętnem służalczej wdzięczności wobec komunistów, którzy umożliwili ich ojcom społeczny awans. Myślę, że to ci właśnie ludzie poparli, a jeszcze żyjący nadal popierają wprowadzenie stanu wojennego traktując generała Wojciecha Jaruzelskiego jako męża stanu. Zaś z tej grupy wywodzili się ludzie, którzy wtedy, gdy "Solidarność" walczyła o wolność, oni, w zaciszu swoich gabinetów tworzyli na sępa obłudne pryncypia Trzeciej RP. Z tej grupy pochodzili także szubrawcy, którzy w nocy z 4 na 5 czerwca pamiętnego roku 1989, kiedy upadła& komuna, rozbili młotem nagrobną tablicę z nazwiskiem mojego Ojca Akowca, którego ubecja wykończyła w roku 1952. Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdziwych polskich elit. Otóż nic bardziej złudnego, gdyż proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez pewnego redaktora wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast. W tym przypadku, ten genetycznie służalczy, tym razem wobec post-komuny, materiał ludzki został wykorzystany, trzeba przyznać genialnie, przez owego redaktora poczytnej Gazety. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu społecznego awansu. Mechanizm psychologiczny tej chytrej sztuczki jest następujący. Otóż, jeśli garbatemu powiedzieć, że się prosto trzyma, to, choć wie, że tak nie jest, chętnie w to uwierzy. Jeśli szarej myszce ktoś powie, że wygląda jak hollywoodzka gwiazda też się nie oprze pokusie uwierzenia w tę oczywistą nieprawdę. Podobnych przykładów można mnożyć wiele. O ile sztuczka z awansem społecznym prim (tata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik zawansem społecznym bis (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych ELIT. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam intelektualnie nowobogackimi. Bezsprzecznie sprytny redaktor wspomnianej Gazety doskonale znał odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia nowobogackiego inteligenta w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Pan redaktor wiedział, że jak takiemu powie, że przynależy do me de lame III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę ciemnego społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę. I tu moim zdaniem leżała tajemnica irracjonalnie wysokich notowań ówcześnie rządzącej partii, popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Popierających bezkrytycznie, w obawie, że ewentualny upadek tej partii grozi weryfikacją elit, co dla nich oznaczałoby możliwość utraty ich awansu społecznego (bis). W tym miejscu jednak pragnę dobitnie zaznaczyć, że tych ludzi nie należy, broń Boże, społecznie dyskryminować. Jest to grupa niekwestionowanej inteligencji. Trzeba im tylko uświadomić, jak im zawrócono w głowach. Że dali się nabrać wspomnianemu redaktorowi, iż przynależą do grupy społecznej, która jest bardziej światła, więc de facto lepsza niż reszta obciachowej ciemnoty. Tu ważną rolą dziennikarzy jest wytłumaczenie im, że choć w większości przypadków kulturalni i całkiem nieźle wykształceni, stanowią jednakże grupę inteligencji szeregowej, której daleko do prawdziwych elit. Więcej, trzeba ich przekonać, że utrata bądź wyrzeczenie się ich nieuprawnionego statusu (przynależności do elity) to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tym pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się już musieli już bać o utratę nienależnego statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. No i co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa, że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty. Może to właśnie tędy wiedzie droga do pojednania Polaków? Dlatego uczciwi dziennikarze powinni obecnie obnażyć kompleksy, zakłamanie, płytkość ideową i pretensjonalność "elit" III RP. Jeśli się tego uda dokonać, stojąca na glinianych nogach doktryna Donalda Tuska i jego kolegów z boiska piłkarskiego rozpadnie się jak domek z kart, co powinno otworzyć drogę do pojednania Polaków. Rodzi się, więc pytanie, jak to zrobić? Otóż uważam, że naczelnym obecnie zadaniem uczciwych dziennikarzy, zarówno tych z prawej, jak i z lewej strony jest demaskowanie, wszystkimi możliwymi sposobami, rzeczywistej jakości post-komunistycznych elit III RP. Trzeba bezlitośnie obnażać ich prawdziwy rodowód, mierny poziom, zakłamanie, miałkość ideową i bezpardonową hipokryzję. Bezlitośnie i konsekwentnie demaskować, ale, co bardzo ważne, bez agresji, starając się unikać nadmiernego patosu i nut martyrologicznych, co bardzo drażni i zniechęca młodych. Wiem, że to trudna i niebezpieczna gra, czego najlepszym przykładem może być Waldemar Łysiak, który kilkanaście lat temu odważył się zdemaskować kulisy różowego salonu. W efekcie nazwisko jednego z najbardziej poczytnych współczesnych polskich pisarzy zostało dosłownie wymazane z mediów. Przekonałem się również o tym na własnej skórze. W roku 1995, na drugi dzień po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego na Prezydenta, kiedy rankiem ogłoszono oficjalne wyniki, w odruchu desperacji napisałem coś w rodzaju listu otwartego, który wręczyłem wybranym znajomym z krakowskich kręgów biznesowych, artystycznych i naukowych. Oto jego tekst: W dniu zwycięstwa Olka pragnę pogratulować bezspornego sukcesu wszystkim zwolennikom grubej kreski, którzy pozostawili postkomunistów u władzy de facto na kilka pokoleń. Gratuluję również elitom naszej partii inteligenckiej, która przez kilka lat wmawiała Polakom, że to już nie ci sami komuniści. Największe gratulacje należą się jednak panu Adamowi Michnikowi i jego gazecie za to, że nawołując razem z panem Cimoszewiczem do pojednania przekonali ludzi do głosowania na postkomunistów. To nie naród należy winić za to, co się stało z polską 19-go listopada 1995 Krzysztof Pasierbiewicz Kraków, 20 listopada Reakcją na ten list był graniczący z furią ostracyzm krakowskiego salonu wpływu, a także dystans ze strony przyjaciół bojących się salonowi narazić. W efekcie, o ile przez całe lata dostawałem rokrocznie kilkadziesiąt zaproszeń do różnych krakowskich salonów, po moim liście zaproszenia prawie się urwały, z wyjątkiem kilku najbliższych przyjaciół, którzy mnie wciąż zapraszają okupując to jednak stresem i widocznym w ich oczach strachem bym przypadkiem nie wystrzelił z czymś politycznie niepoprawnym. Nie było to miłe doświadczenie, ale pozwoliło mi się przekonać naocznie, że tak zwany salon to rodzaj loży ze świetnie zorganizowanymi nieformalnymi strukturami, której orężem jest zmowa milczenia i tak zwane przyprawianie gęby. Bo kiedy dziesięć lat później mój list opatrzony tytułem Nabrani przez redaktora przedrukował Newsweek (Nr 20/2005) okrzyczano mnie natychmiast lokalnym PISowcem, choć nawet nie wiedziałem, gdzie ta partia ma swoją siedzibę w Krakowie. Już wtedy jakakolwiek krytyka pod adresem obozu wywodzącego się z pnia Unii Demokratycznej kończyła się okrzyknięciem krytykującego PISiorem, oszołomem, ciemniakiem i obciachowym szaleńcem. W efekcie doszło do sytuacji iście kuriozalnych. Podam dość zabawny przykład. Otóż od czasu, kiedy swoje poglądy ogłosiłem publicznie, jedna z moich przyjaciółek zaczęła wydawać imieniny w dwu turach. Przyczyną był szantaż krakowskich salonowców polegający na tym, że jeśli ktoś się odważył zaprosić osobę politycznie niepoprawną zostawał z automatu usunięty z towarzystwa. Ponieważ mojej wieloletniej przyjaciółce w żaden sposób nie wypadało mnie nie zaprosić, zaczęła urządzać imieniny dwuetapowo. Salonowców zapraszała w pierwszej, a mnie w drugiej turze, na którą dopraszała ludzi spoza towarzystwa. Najsmutniejsze jest jednak to, że robiła to ze strachu przed zemstą salonu, narażając na szwank wieloletnią przyjaźń. A wmawia się ludziom, że to Kaczyńscy podzielili Polaków. Nic bardziej pokrętnie kłamliwego Panie Grupiński. Dlatego rzetelni dziennikarze powinni uparcie przypominać, że Polaków podzielił już w roku 1995 wspomniany redaktor wpływowej Gazety wraz z pewnym miłośnikiem białowieskich żubrów. To wtedy Polska pękła na pół, rozpadając się na lewacko& post-komunistyczną i prawicowo& patriotyczno-solidarnościową, a resztki prawdziwej inteligencji udały się na emigrację wewnętrzną, na której pozostają do dzisiaj. I tu mam kolejny apel do dziennikarzy myślących z autentyczną troską o Polsce. Trzeba koniecznie uaktywnić stojącą świadomie z boku sceny politycznej awangardę inteligencji wywodzącej się z tradycji przedwojennych. To wielki potencjał intelektualny. Muszą to jednak zrobić dziennikarze, bo politycy dowiedli, że tego nie potrafią. Ale jak? zapytacie. Podpowiadam. Uczmy się od wspomnianego redaktora wszechwiedzącej niegdyś gazety. I tu zwracam się do rzetelnych dziennikarzy, niekoniecznie prawicowych. Trzeba pisać PRAWDĘ! Pisać! Pisać! I jeszcze raz, pisać! Do znudzenia. Świetny wzór przytoczył kiedyś w Klubie Dziennikarza Pod Gruszką pan profesor Nowak, który przypomniał setki artykułów w sprawie Jedwabnego zamieszczonych na łamach Gazety Wyborczej w ciągu zaledwie kilku miesięcy. A więc piszcie śmiało, dziesiątki, setki artykułów nawet, gdy ludzie Grupińskiego będą was regularnie opluwać, niszczyć i wyszydzać. Piszcie prawdę! Odważnie! Nie bacząc, że inteligencja z awansu zrobi wszystko by zabić naruszających podstawy jej egzystencji posłańców złej nowiny. Więcej, uczcie młodych kolegów cywilnej odwagi oraz odporności na niesprawiedliwą krytykę i wredną intrygę. Wielu komentatorów zastanawia się nad genezą szerzącej się w Polsce plagi nienawiści, przybierającej często formy wręcz wynaturzone. Lewackie media konsekwentnie oskarżają o ten stan rzeczy Jarosława Kaczyńskiego wmawiając Polakom, że to on jest powodem wszelkiego zła. A prawda jest taka, że to nie Jarosław Kaczyński sieje nienawiść, lecz ci, którzy się panicznie boją, że zostaną przez niego zdemaskowani. Bowiem zdają sobie sprawę, że ten człowiek jest na tyle zdolny i odważny, iż może tego dokonać. Stąd ich patologicznie nienawistna agresja. Moim zdaniem ten sam rodzaj strachu zrodził ideę grubej kreski, wywołał zaciekły opór przeciwko lustracji, a obecnie stymuluje dywanowe ataki na Jarosława Kaczyńskiego. Co zatem robić? Trzeba niezbyt chlubnym wzorem Szkła kontaktowego& przypominać i wykpiwać mentorstwo panów Wajdów, obleśność panów Kutzów, nienawistne zaplucie panów Bartoszewskich, antypisowskie fobie panów Niesiołowskich, chamstwo, pretensjonalne stroje i fryzury panów Palikotów, żałosne anegdoty panów Żelichowskich i tak dalej. Bo to oni siali i nadal sieją ową wynaturzoną nienawiść, którą lewackie media przypisują obozowi Jarosława Kaczyńskiego i samemu Prezesowi. Pójdźmy dalej. Trzeba koniecznie odkłamać wylansowany ostatnimi laty stereotyp myślowy, że lewactwo to cnota, a patriotyzm to obciach. Uważam to za jedno z najważniejszych obecnie wyzwań dla uczciwych dziennikarzy. I należy zapomnieć o dumnej zasadzie nie zniżania się do poziomu przeciwnika, bo w ten sposób zostawiamy drugiej stronie monopol na bezkarność i jedynie słuszną rację. Samą dumą nigdy się nie wygra. Trzeba uaktywnić błyskotliwych dziennikarzy i dowcipnych satyryków, a także pisarzy. Odpowiednio wycelowana drwina daje częstokroć więcej niż długie, poważne wywody, szczególnie teraz, gdy młodzież prawie nic nie czyta. Trzeba odkłamać zakodowane podstępnie w mózgach wielu Polaków (oszołomionych upadkiem komuny i wchodzeniem do Europy) toksyczne slogany, że: patriota to oszołom; historia to zbytek; duma narodowa to antysemityzm; tradycja to ksenofobia; honor to przeżytek; sprawiedliwość to naiwniactwo; moralność to frajerstwo; wiara to ciemniactwo; normy etyczne to atak na wolności demokratyczne; skromność to nieudaczność; kombinowanie to sposób na życie; uczciwość to frajerstwo; rodzina to anachronizm PIS to obciach; Jarosław Kaczyński to chodząca nienawiść i tak dalej. Trzeba mówić i pisać ze zdecydowaną pewnością siebie i poczuciem racji, ale nie wyższości. Jak ognia unikać tonu mentorskiego, stronić od tonów smutnych i śmiertelnie poważnych. Używać częściej języka młodzieżowego, również tego, który nas drażni. Trudno. Taki jest wymóg chwili. Szkody naprawimy później. Należy unikać smutku i pesymizmu, bo to sprawia wrażenie cierpiętnicze, co młodzi biorą za słabość. Wiem to z obserwacji swoich studentów. I trzeba Pisać! I to nie pięć, dziesięć czy piętnaście artykułów, ale sto lub więcej rocznie. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Trzeba wypracować jasny i przejrzysty program naprawy Rzeczypospolitej, coś na modłę narodowej dezynsekcji. A jest, o czym pisać, bo spustoszenia są ogromne. A jak braknie dziennikarzy niech piszą obywatele i blogerzy, mamy przecież wielu uzdolnionych ludzi. Trzeba za wszelką cenę przywrócić Polakom umiejętność samodzielnego myślenia. Przykro mi o tym mówić, ale nawet w środowisku akademickim, w którym spędziłem kilkadziesiąt lat, wciąż jeszcze gros moich koleżanek i kolegów, nie wyłączając kadry profesorskiej, do godziny jedenastej przed południem nie ma własnego zdania. Dlaczego? Bo około dziesiątej kupują w uczelnianych kioskach Gazetę Wyborczą. Dopiero po przełknięciu, bez konieczności przeżuwania, gotowej papki informującej o obowiązujących w eleganckim towarzystwie& trendach, powtarzają bezrozumnie podsunięte im sprytnie opinie i komentarze. Tak, nie bójmy się tego powiedzieć, że sprytnie sterowana bezmyślność zagościła na dobre również na naszych uczelniach. Innym zagadnieniem jest nowoczesna cenzura, którą zwykłem nazywać terrorem poprawności politycznej&. Ludzie nadal się boją głośnego artykułowania myśli, które mogłyby zostać uznane za niepoprawne politycznie. Kolejnym zadaniem dziennikarzy jest, zatem odważne i systematyczne uświadamianie Polakom, że jesteśmy już od paru dobrych lat krajem formalnie demokratycznym, w którym prawo nie zabrania głośnego mówienia o swoich przekonaniach. Uważam, że większość rodaków nadal sobie tego nie uświadamia. Komuna zrobiła swoje, a ostatnie pięć lat przywróciło do życia najgorsze praktyki tamtego okresu. Trzeba, więc ludziom tłumaczyć, że swobodne wyrażanie myśli nie jest już przestępstwem. Trzeba ludziom przypominać, że już wolno głośno mówić. Więcej. Że czasem warto się nawet trochę narazić w imię dobrej sprawy. Charakterystycznym jest, że większość Rodaków wciąż, gdy rozmowa schodzi na tematy polityczne przysłania bojaźliwie dłonią usta i mamrocze pod nosem ledwie słyszalnym szeptem. Trzeba ludziom przywrócić odwagę swobodnego wyrażania myśli. Więcej, trzeba gremiom naukowym, oraz innym kształtującym opinię publiczną odważnie wytykać ich zachowawcze postawy. Tłumaczyć, że takie zachowania nie przynoszą chwały, a w wielu przypadkach są po prostu hańbiące. Pozdrawiam Szanownego Pana Posła z nadzieją na odpowiedź, Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)
autor: ~Kongresowy Bantustan
Panie Zarzadzajacy czy mieszkancy zgodzili sie na wydanie 27 mln na prywatne lotnisko kilku pana kolesi?
Panie Zarzadzajacy czy mieszkancy zgodzili sie na wydanie 27 mln na prywatne lotnisko kilku pana kolesi?
autor: ~Piotr
imię:
e-mail:
temat:
treść:

Wpisz kod widoczny powyżej
 

PARTNERZY



© 2007-2018 Internet i Programowanie - Podlaski Serwis Informacyjny - Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis mojepodlasie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści dodane przez użytkowników.
e-mail: redakcja@mojepodlasie.pl


statystyka